Jak i po co walczyć z akacją?

Robinia, powszechnie zwana akacją, już silnie wpisała się w krajobraz polskich nizin. O tym jakim zagrożeniem jest kępa robinii rosnąca u ciebie na skraju ogrodu opowiem poniżej.

Robinia jest drzewem, które pochodzi z Appalachów w Ameryce Północnej. U nas zrobiła szybko karierę, bo. 1. jest tak różna od rodzimych drzew 2. dobrze rośnie na ubogich piaskach.

Wpierw była podziwianą ozdobą parków krajobrazowych, miast i ogrodów wiejskich, potem gdy już się opatrzyła, stała się czymś swojskim.

Pamiętać należy, że jest to gatunek obcy, inwazyjny, który szybko się rozrasta. Często stanowi zagrożenie dla bogatych w gatunki suchych muraw. Jeśli koło takiej murawy rośnie jedna nawet robinia, szybko wytworzy podziemne odrosty, które w ciągu kilku-kilkunastu lat mogą opanować nawet całą murawę. Walka z takimi odrostami jest bardzo trudna. Jeśli wytniemy matczyne drzewo, z jego korzeni od razu wyrosną dziesiątki dodatkowych odrostów, z przyrostami nawet 1-2 m rocznie! Jest to jak walka z hydrą. Byłem kiedyś na wykładzie poświęconym walce z tym drzewem (niestety nie pamiętam już gdzie i kiedy…) i prelegent(ka) opowiadał o tym, że najlepszą metodą na niszczenie robinii jest wpierw wycięcie drzew na wysokość ok. 1.5-2 m. W ten sposób drzewo nie wytworzy zwiększonej masy odrostów, ale ograniczymy jego biomasę. Zabieg możemy powtórzyć w kolejnych latach. No a potem wyciąć już osłabione drzewo i tępić przez kolejne lata odrosty (ale będzie ich mniej) lub potraktować pień jakimś herbicydowym świństwem. To jest oczywiście sposób na odkrzaczanie muraw. Jeśli chcemy zniszczyć robinie w lesie, najlepiej podsadzić je gatunkami cienioznośnymi i cieniodajnymi (jak grab czy klon), ogławiać robinie do 2 m, a ich konkurencji pozwolić rosnąć wyżej i powoli zacienić robinie na śmierć.

W warunkach żyznych gleb robinia nie stanowi zagrożenia jako domieszka w lasach, gdyż na takich glebach przerosną ją inne gatunki leśne. Natomiast na jałowych i suchych glebach może konkurować z rodzimą sosną i dębem i nie dopuszczać do ich odnowienia. Robi tak, bo podobnie jak olcha, ma azotowe bakterie korzeniowe, które wzbogacają glebę w azot.  Jakie  to ma konsekwencje? Ogromne! Po pierwsze zmienia to zupełnie skład runa. Pod robinią uwielbiają rosnąć duże azotolubne byliny, kwitnące w maju. Dlatego, że użyźnia glebę i dlatego, że najpóźniej ze wszystkich drzew krajowych wypuszcza liście, dopiero na początku czerwca. Więc w maju dno lasu jest wciąż skąpane w słońcu. Wykorzystują to rośliny, których maksimum rozwoju przypada na maj, a zarazem gatunki lubiące azot, rosnące na przykład w zaroślach przydrożnych, przy kompostowiskach itp. Pod robinią często pojawia się:

  • glistnik jaskółcze ziele
  • trybula leśna
  • czosnaczek pospolity

Dobrze też pod robinią rośnie czeremcha pospolita, która rozwija się… najwcześniej ze wszystkich drzew… świetnie się więc z robinią uzupełniają, wykorzystując światło do maksimum.

Na zakończenie stwierdzić należy, że robinia jest drzewem wielce użytecznym. Ma bardzo twarde drewno, świetne na opał i używane w przemyśle meblarskim.  Obficie kwietnie (na początku czerwca) – kwiaty dają nektar dla pszczół i mogą być wykorzystywane jako pokarm przez człowieka.

No więc pytamy: czy jak posadzę sobie w ogrodzie robinię, to będzie ona zagrożeniem dla przyrody? Odpowiem: nie będzie jeśli nie rośnie w pobliżu bogatej w gatunki murawy lub nie jest posadzona na skraju suchego lasu. Na szczęście robinia prawie się nie rozsiewa. Ma ciężkie nasiona, które leżą w glebie nawet kilkadziesiąt lat czekając na pożar lub mechaniczne uszkodzenie. Nie jest to więc gatunek, które nam się od razu obsieje w całej okolicy. Po prostu wytwarza odrosty korzeniowe. Nie jest więc groźna dla przyrody w przestrzeni zamkniętej: między domami, pasami jezdni, między drogą a polem uprawnym oraz przy żyznych lasach, których roślinność jest silniejsza od robinii. I wtedy możemy bez grzechu cieszyć się ich pięknem.

 

10 Comments

  • Krzysiek napisał(a):

    Dziękuję! Bardzo chętnie przeczytałbym podobny artykuł również o innych gatunkach inwazyjnych (np. bożodrzew).

  • Tomek Kozieł napisał(a):

    Przyznam, że nie wiedziałem, że akacje mogą być w ten sposób niebezpieczne dla przyrody. Bardzo ciekawy artykuł. Ale przy okazji… kiedy słyszę o akacjach zawsze przypomina mi się książka Wiesława Myśliwskiego – „Kamień na kamieniu” – przepięknym językiem napisana książka (jak chyba wszystkie dzieła Myśliwskiego) a opisująca polską wieś. Jest tam wątek właśnie o akacjach, które rosły przy drodze przy każdym obejściu. „Kto miał akację, ten miał wóz”. Drewno z tych drzew było ważnym surowcem w konstruowaniu wielu sprzętów – w tym wozów i mebli. Warto o tym pamiętać podziwiając to piękne drzewo. Popularność jaką przed laty zyskała akacja na polskiej wsi jest zasługą nie tyle jej niebanalnego wyglądu co funkcji jaką spełniało jej drewno. Jak widać wszystko ma swoją przyczynę.

  • Krystyna napisał(a):

    Jak zwykle świetny artykuł! Takiej wiedzy zawsze brakowało mi w szkole. Mam z czwartego piętra mojego mieszkania widok na miejską (małomiasteczkową) panoramę, wysoka akacja wśród niskich budynków bardzo ten widok urozmaica; teraz dodatkowo jej korona tworzy misterny wzór na zimowym niebie. Rozrost „mojej” akacji hamuje asfalt i wszędobylska kostka. Dodam jeszcze, że kora na pniu akacji ma wspaniały wzór, jej liście służą do wróżenia „kocha, lubi szanuje”, pojawia się też w rymowance „kwitną akacje, blisko wakacje”, pozdrawiam, Krystyna

  • Mamy pełno akacji na koziej łące. Kozy uwielbiają siedzieć w ich cieniu. A my uwielbiamy zjadać kwiaty! Fajną taką inną mają słodycz. I zawsze taka akacja jest bardziej wzrokowo atrakcyjniejsza niż wszędobylskie tujki ciosane na pniaku! Pozdrawiamy
    Konrad i kozy

  • Andrzej Sulej napisał(a):

    Posadziłem kilkanaście lat temu w ogrodzie na ciężkiej, gliniastej glebie. Dzisiaj to duże drzewo. Co roku muszę wycinać odrosty, bo rzeczywiście „rozłazi” się po okolicy. Szkoda mi jednak jej wyciąć, bo wabi pszczoły, ładnie pachnie i w ogóle jest ładna.
    Tutaj jednak chciałem napisać o jej imponująco szybkim wzroście. W tym roku jeden z pędów-odrostów korzeniowych w ciągu 2 miesięcy osiągnął prawie 2,5 m wysokości.
    Dodam jeszcze, że robinia „mści się” przy każdej próbie wycinania tych pędów. Jej kolce jak sztylety wbijają się w ciało przy najlżejszym dotknięciu, raniąc do krwi. Ale cóż, nie dziwię się.

  • Adam Młynik napisał(a):

    Problem jest na czasie, kłopoty z robinią występują tam, gdzie drzewa tego gatunku zostały wycięte, i z ich korzeni wyrosły setki kolczastych odrostów (dworzez zachodni w Warszawie, twierdza Modlin) Potwierdzam sposób na wyeliminowanie robini z zarośli, w Modlinie robinia rosła w kępie głogów , została przycięta, starałą się odbudować koronę, jednak pędy odroślowe były zacieniane i zamarły. Drzewo nie wydało rzadnego odrostu. Dla porównania , robinie wycięte na wałach od strony Narwi zarosły je równiutko, chroniąc je przed erozją i zapewniając bezpieczne miejsce do życia dla szeregu gatunków drobnej zwierzyny. Co do stosowania hebicydów, to ten na R działą systemicznie gdy jest pochłaniany przez rosline w trakcie wegetacji , oprysk po pniach w okresie spoczynku powoduje tylko zanieczyszczanie środowiska.

  • Bartek napisał(a):

    Witam Miałem akacje w formie krzaczastej na środku przyszłego trawnika. Ograniczałem jej masę zieloną przez trzy lata. Gdy przyszedł czas na trawnik, przyszedł i czas na akacje. Masakra! Mnóstwo odrostów korzeniowych. Rozkopałem kilkanaście metrów2 zanim się jej pozbyłem. Coś na pewno zostało, ale nic nie odrasta bo trawnik koszę regularnie. Innej metody na usunięcie tego cholerstwa nie widzę. Drugą mam starą w formie drzewa rozpoławia się na wysokości 1,5 m (ptaki w tej rozpadlinie robią sobie gniazda) i dorasta do 6-7m, muszę przyciąć bo się złamie. Ale nasion jesienią całe mnóstwo, do tego trudnych d sprzątnięcia, a jak ich nie sprzątniesz to na wiosnę wyrasta całe mnóstwo małych akacyjek, (oczywiście obok wyrastają lipy, klony, dęby i jesiony). Dlatego wiosna oprócz niewątpliwego uroku wynikającego z ponownych narodzin natury, ma również te mniej miłe aspekty czyli np.plewienie grrr. (chyba że ktoś lubi – to niech sadzi akacje)

  • Rena napisał(a):

    Ostatnie akapity Pana świetnego (jak zwykle!) tekstu nieco mnie uspokoiły :) Mieszkam w osiedlu bloków w Warszawie, gdzie na początku nie było ANI JEDNEGO DRZEWA (dawne lotnisko). Wysiały mi się przed domem akacje, które chroniłam, bo dozorca koniecznie chciał wycinać jako chwasty. Przetrwały trzy, jedną złamała wichura… Pozostałe dwie kwitną i cieszą oko :) Ale są różne – jedna bardzo szybko rośnie i ma mało kwiatów, druga jakby zatrzymała się ze wzrostem i ma cienki pień od lat, natomiast ugina się pod ogromną ilością kwiatów… Dlaczego są tak różne, choć rosną blisko siebie?
    Pozdrawiam miło :)

  • Halina napisał(a):

    To pierwszy tak wszechstronny artykuł jaki przeczytałam na temat akcji. Aktualnie na ogół jest ona postrzegana tylko jako chwast bez uwzględnienia jej dobroczynnego wpływu na otoczenie. Wszędzie dominują jakieś fundamentalizmy czarno – białe nawet w obrębie dendrologii.
    Akacje są w pewien sposób związane z moim całym życiem. Mieszkałam przy jedynej znanej mi alei akacjowej w mieście i przypadkowo kupiłam ich mikro-siedlisko na wsi gdzie urosły na tamtejszym dawnym gospodarskim wysypisku śmieci.

    Na wsi – jest bardzo sucho,ziemia jest średnio żyzna, a kępa akacji niezwykle rachityczna. Przekrój najgrubszych drzew nie przekracza 25 cm przy ziemi i 5 -6 m wysokości, a mają na pewno ponad 30 lat. Co roku kępa pięknie kwitnie i przedłuża możliwość istnienia tamtejszych owadów zapylających. Odmówiłam jej wycięcia ze względu chociażby na stepowy charakter miejsca , gdzie bardzo trudno zainicjować wzrost jakiegoś drzewa. Przez 16 lat wykiełkowała jedna siewka w odstępie 4 m, którą zresztą musiałam usunąć z uwagi na inne przeznaczenie terenu na jakim wykiełkowała. Tak więc tu inwazyjności akacji brak zupełnie. Może kiedyś rozsiewały się podczas przekopywania wysypiska ( mechaniczne uszkodzenia nasion ?) . Nie wiem czy akacja nie wydziela do gleby jakichś substancji ograniczających wzrost innych roślin i swoich siewek pod osobnikami dorosłymi, bo wielokrotnie próbowałam zastosować jakiś podszyt – liściasty lub iglasty – bezskutecznie. Mam takie podejrzenia po obserwacji jej kuzynki – glediczji trójcierniowej w mieście, która większej od siebie sośnie czarnej rosnącej obok nawet dała radę i prawie wszystkiemu pod spodem.

    W dużym mieście – więcej wody, osłonięte siedlisko , aleja akacjowa sadzona w czasie dwudziestolecia międzywojennego – złotego czasu prawdziwych urbanistów projektujących aleje drzew pomiędzy domami, niezależnie czy były to tereny willowe czy domy robotnicze :-) . 30 % akacji żyło jeszcze ok 7 lat temu. Przekrój pni 60-90 cm przy podłożu, nigdy nie kwitła żadna z nich przez kilka dziesiątek lat mojego życia. Miały zwarte korony i w zimie wyglądały z daleka prawie jak dziwne, trochę skarłowaciałe dęby. Zastanawiałam się czy nie kwitną dlatego , że są takie stare , czy dlatego że zastosowano jakiś szczepiony kultywar niekwitnący (inne aleje z tego okresu są np. wysadzane głogami o pełnych kwiatach, nie wytwarzających owoców, żeby nie brudziły ulic). Po wykruszeniu się części drzew ludzie chcieli dosadzić takie same w celu kontynuacji życia alei, więc posadzili ‚dzikie’ akacje, które wyrosły w gigantyczne drzewa (20m ?) o rozpierzchłej strukturze korony, o dość cienkich bardzo wysokich pniach. Tu wszystko jest bardzo wysokie, nawet leszczyny i orzechy włoskie. Nie wolno było samodzielnie przyciąć drzew (sama o mało nie poległam przycinając klona pod linią energetyczną – od rażenia innych ludzi oczywiście a nie prądu) – takie prawo. Nikt już w ‚zieleni miejskiej’ nie rozumiał , że trzeba wielokrotnie ciąć koronę. Drzewa (2 lub 3 sztuki) wytwarzają olbrzymie ilości nasion i totalna inwazja trwa w ogrodach , choć pożarów brak i nasiona uszkodzone pewnie nie są, bo ludzie siedzą przed telewizorami i kopaczek aktualnie nie używają.
    Stare pnie były do niedawna siedliskiem kowalików i nawet pełzaczy ( przy dość ruchliwej ulicy). Pnie oczywiście wycięto , jest co robić przy rozłogach korzeniowych, które rzeczywiście wyrosły pierwszy raz po 80 latach od posadzenia drzew matecznych- są bujne i gigantyczne.
    Tak więc wiedza jest zawsze ważna – ale jeśli istnieją prawdziwi dendrolodzy, urbaniści i inni pasjonaci zrównoważonego środowiska, to na pewno aktualnie nie mają wpływu na cokolwiek wokół. O prawie Szyszki na posesji obok nie mam siły pisać. Samosiewki akacji w każdym razie zostały.
    Pozdrawiam.

  • Kasia napisał(a):

    Witam. Czy akacja ma duże wymagania dotyczące jakości gleby? Teren na którym mam w planach ją posadzić to „żółty piach”. Z góry dziękuję za odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *