Nowy numer Etnobiologii Polskiej

Zamykam właśnie już piąty numer Etnobiologii Polskiej. Celem pisma jest publikacja drobnych przyczynków z dziedziny etnobotaniki, etnozoologii i etnomykologii. Aż nie chce się wierzyć, że to już pięć lat!

W tegorocznym numerze znajdują się między innymi artykuły  o ziołowych i zwierzęcych afrodyzjakach i środkach antykoncepcyjnych u Paragwajczyków, o różnych gatunkach traw znanych jako manna, o roślinach w zdobnictwie Podhala, opracowanie dwóch kolejnych listów odpowiedzi na ankietę Rostafińskiego, rośliny święcone na Zielną w okolicach Rzeszowa oraz wyniki ankiety wśród studentów na temat zbierana grzybów…

Więcej tutaj (także pdf-y artykułów):

Etnobiologia Polska

Przy okazji chciałbym podziękować Monice Kujawskiej, z którą tworzę to pismo i wszystkim recenzentom artykułów.

Trzeba tu zaznaczyć, że Etnobiologia Polska jest jedynym w Europie czasopismem naukowym z dziedziny etnobotaniki wydawanym w innym języku niż angielski! Jest pismem znajdującym się na liście B Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Wydawana jest w Pietruszej Woli z moich własnych pieniędzy, nie otrzymuje żadnych dotacji.

 

11 komentarzy

  • Teresa napisał(a):

    link nie działa HELP

    • Łukasz Łuczaj napisał(a):

      już działa, przepraszam!

      • Ala napisał(a):

        Niestety nie działa. Najpierw myślałam, że dlatego, że „dobijam” się na tę stronę z Chin, ale to chyba nie powód bo skoro inne strony mi się otwierają to ta też powinna.

        • Łukasz Łuczaj napisał(a):

          Może ma Pani starszą wersję w pamięci komputera. W aktualnej wersji od dawna działa…

          • Ala napisał(a):

            Łukasz, Ty mi tu z „Panią” nie wyjeżdżaj..haha tylko lepiej zrób coś żeby można było korzystać z tego linku, lub w jakiś inny sposób dostać się na tę stronę. Ja żadnej „starszej wersji” w kopmuterze nie mam bo dopiero niedawno się o tej stronie dowiedziałam i wcześniej nie próbowałam na nią wchodzić. Próbuję też różnych przegladarek, ale rezultaty te same….czyli żadne.

          • Łukasz Łuczaj napisał(a):

            Alu, przepraszam, teraz cię kojarzę z warsztatów :) Dziwne bo u mnie link działa…

  • Ala napisał(a):

    Bingo! Dziś weszłam na tę stronę z linku powyżej i strona się otwarła. Musiałeś więc
    Łukaszu użyć jakiejś magii…zapewne „zielarskiej” :) Bardzo ciekawe artykuły, cieszę się, że ten „sezam” w końcu sie dle mnie otworzył. Łukaszu nic tu do przepraszania, ja się nawet w żaden konkretny sposób nie ujawniłam z tożsamością więc nic dziwnego, że nie wiedziałeś, że się znamy. Tak przy okazji spieszę donieść, że na „dzikim” południu Chin nie sposób kupić ten przesławny makaron z orlicą. No ale to nic dziwnego, bo trudno dostać „pszeniczny” makaron Chin Północnych na „ryżowym” Południu Chin. Może kupię go przez Internet. Przydałbyś mi się tu ze swoja botaniczną wiedzą do rozszyfrowywania tych wszystkich roślin. Pozdrawiam z „hardcore’owych” Chin.

  • Ala napisał(a):

    Hej Łukaszu, jestem w Nanning, rzekomo ‚green city’, ale ta zieleń jest systematycznie niszczona bo Nanning to jeden wielki plac budowy. Ja mieszkam ok.20 metrów od miejsca gdzie buduja, 24/7 — to nie żart, akademik. Głośno tak, że nie można spać. Ja nawet nie pamiętam kiedy ostatnio spałam jak „człowiek”. Moje ulubione miejsce w Nanning to Medicinal Plants Botanical Garden, do którego, jak zresztą do wszystkiego tu, mam daleko. Jako wegeterianka nie mam tu łatwego życia. Przeszłam już trochę w Chinach — mięso w daniach wegetariańskich, uprzejmość Chińczyków, ich złośliwość, animal cruelty, tu na kampusie. Żaden z 3 krajów, w których poprzednio mieszkałam nie zmęczył mnie tak bardzo w ciagu 15 lat na emigracji jak Chiny w 4 miesiace.
    Pogoda też mnie wykańcza: latem upały, z wilgotnością, żę można zdechnąć, zimą zimno, i pochmurnie. Niby klimat subtropikalny, ale nie taki jak na przykład znam z Australii. Nigdy, mimo, że nie ma tu mrozów, nie namarzłam się tak jak tu. Najgorsze, że budynki nie są przystosowane do takiej pogody i nie ma centralnego ogrzewania. Na lekcjach siedzimy w puchowych kurtkach i też marzniemy. Woda u mnie w akademiku jest goraca tylko pare godzin wieczorem. Po 4 latach w Anglii myślałam, że nie ma nic gorszego niż brytyjskie szare bure i ponure zimy, ale teraz po zimie tutaj myślę, że Anglicy, zanim zaczną narzekać na swoją pogode, powinni najpierw „zakosztować” zimy tutaj.
    Na razie studiuję chiński, z którym sie zmagam. Niestety nie trafiłam na dobry kurs. Jestem w grupie Azjatów, którzy mówią, piszą i czytają po chińsku, więc nauczyciel tylko powtarza dla nich gramatykę. Znalazłam lepszą uczelnię, na którą przenosze się na semestr wiosenny. Jeśli naucze się chińskiego to po 2 latach nauki języka rozpocznę studia akupunktury, dodatkowe 5 lat. Też w Nanning bo niestety, ze względu na ”podeszły” wiek nie mam szans na uniwersytet w innym mieście. Jestem, jak to lubia mówić Amerykanie „over-the-hill” jeśli chodzi o wiek, i wiele uniwersytetów za górną granice wieku studenckiego przyjmuje 35 lat.
    No to ja już może przestanę tu narzekać bo jeszcze się ktoś rozpłacze….haha. Teraz mam przerwę zimową i we wtorek wylatuję do Tajlandii na 3 tygodnie, więc się trochę wygrzeję…jak stary żółw…na słońcu :) Pozdrawiam serdecznie!

    • Łukasz Łuczaj napisał(a):

      No cóż jak nigdy tak nie zmarzłem jak w Maroko w zimie kiedyś. Dostałem nawet zapalenia oskrzeli. W nocy 5 C a tu tylko koc do przykrycia i brak szyb w oknach. Hiszpania też daje w kość. Nie ma to jak Polska, Rosja lub Skandynawia…

    • Łukasz Łuczaj napisał(a):

      byłem w Guangxi rok temu i też mi się niezbyt podobało. Jedzenie mdłe i słabo przyprawione itp. Wolę środkowe i północne chiny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *