Ogród pełen motyli

Rusałka pawik na jesiennych astrach marcinkach

Motyle są trochę jak kwiaty – a kwiaty jak motyle… Jedne i drugie efemeryczne, kolorowe i piękne. Można przyciągnąć je do ogrodu na dwa sposoby. Albo sadząc rośliny o dużych, kolorowych, miododajnych kwiatach, albo sadząc rośliny żywicielskie gąsienic. Rośliny lubiane przez motyle można by wymieniać bardzo długo. Tu umieściłem najważniejsze.

Do gatunków rodzimych należą:

  • lebiodka pospolita, kwitnąca w lipcu lub sierpniu,
  • sadziec konopiasty, kwitnący w sierpniu,
  • chaber austriacki, łąkowy i driakiewnik, kw. w lecie
  • łopian, kwitnący przez całe lato,
  • osty, kwitnące przez całe lato,

Do gatunków południowoeuropejskich uprawianych w ogrodach szczególnie:

  • różne gatunki lawendy, kwitnące zwykle w czerwcu lub lipcu,
  • smotrawa okazała, kwitnąca w lipcu.
  • oman wielki, kw. w lipcu.

Do gatunków pozaeuropejskich uprawianych w ogrodach:

  • jeżówka purpurowa, kwitnąca w sierpniu,
  • aster nowoangielski, kwitnący w październiku,
  • budleja Davida, kwitnąca przez całe lato
  • pysznogłówka, kwitnąca przez całe lato,
  • rudbekia szorstka, kwitnąca w II poł. lata
  • floks wiechowaty, kwitnący w II poł. lata.

Na południu Europy i w tropikach rośliną nektarodajną przywabiającą dużo motyli jest lantana pospolita, u nas można ją uprawiać na balkonach lub tarasach, w doniczkach.

Spośród krajowych motyli znaczna część ogranicza się do jednego lub dwu gatunków roślin. Są też jednak „generaliści”, którzy mają szersze spektrum roślin pokarmowych.

Zacznę od przeglądu najpospolitszych gatunków. Aż kilka z nich żeruje na pokrzywie zwyczajnej. Zwykle należą do rodzaju rusałka: rusałka pokrzywnik, rusałka kratnik, rusałka pawik i rusałka admirał!

Jeden z najczęstszych motyli w Polsce to latolistek cytrynek, którego larwy żerują na kruszynie i szakłaku. Kruszyna to bardzo pospolity krzew podszytu leśnego, zwykle niezauważany, ale pomyślcie, że bez niego nie byłoby latających w kwietniu, witających wiosnę chmar tych ślicznych żółtych motyli!

Piękny paź królowej najczęściej żeruje na koprze, ale zdarza się i na innych roślinach z rodziny selerowatych, natomiast rzadszy od niego paź żeglarz – na tarninie, rzadziej na innych różowatych, ostatnio na przykład próbuje na czeremsze późnej.

Zjawiskowymi gatunkami są błękitne motyle z rodzaju modraszek, na przykład modraszek arion, żerujący na macierzance, modraszek alkon, żerujący na goryczce wąskolistnej, a także modraszek telejus i modraszek nausitous, żerujące na krwiściągu lekarskim. Dosyć częsty modraszek ikar żeruje na różnych roślinach motylkowych, na przykład lucernie, komonicy, koniczynie, wilżynie i cieciorce pstrej. Dodać należy, że gąsienice modraszków rozwijają się w mrowiskach, więc oprócz roślin żywicielskich potrzebne im są odpowiednie kolonie mrówek łąkowych.

Wiele gatunków motyli jest związanych z roślinami z rodziny kapustowatych, choćby bielinki i zorzynek rzeżuchowiec. Także rodzina bobowatych z komonicą, cieciorką, koniczyną i szczodrzeńcem karmią wiele gatunków motyli.

Gąsienice niektórych pospolitych motyli, na przykład przestrojnika trawnika i przestrojnika jurtiny żerują na trawach łąkowych. Tymczasem kilka gatunków motyli z rodzaju czerwończyk rozwija się na różnych gatunkach szczawiu, a motyle z rodzaju perłowiec (inaczej dostojka)na fiołkach.

Podsumowując, pomimo że w wielu wypadkach wiadomo, jaka jest roślina żywicielska motyla, warto zachowywać całość zbiorowiska roślinnego, gdyż może się okazać, że jakiś brzydki czy niepozorny gatunek może być kluczowy w rozwoju rzadkich monofagicznych gatunków, nie tylko motyli, lecz także na przykład chrząszczy. Lub będzie po prostu dobrą karmą dla gatunków pospolitszych i mniej wybrednych. Warto jednak pamiętać o tych szczególnych związkach niektórych motyli z konkretnymi roślinami. I o tym, że często gatunki, których brakuje w wymuskanych ogrodach, są dla motyli najlepsze. Choćby mieniak tęczowiec, które żeruje na wierzbie iwie i jej mniejszych krewniakach (wierzbie szarej i uszatej). Na iwie karmi się też m.in. rusałka żałobnik,a rusałka osetnik – ostach i ostrożniach.

Myśląc o owadach w ogóle, warto również wspomnieć o tym, że często brakuje im pokarmu z powodu nagłego jednorazowego skoszenia wszystkich łąk na przełomie czerwca i lipca. Warto różnicować te terminy po to, aby zawsze na którejś polanie mogły się nassać nektaru. Widzę to u siebie. Gdy w lipcu większość łąk jest skoszona, tysiące motyli gromadzą się na tej jednej, którą wykaszam w sierpniu.

Motyle są najatrakcyjniejszymi wizualnie bezkręgowcami, ale dziki ogród służyć powinien całości entomosfery i wspierać także te brzydsze owady. Co można w tym celu zrobić?

Po pierwsze, unikać chemii. Wiele stosowanych w rolnictwie preparatów, nawet jeśli dla człowieka nie są bardzo toksyczne, może szkodzić innym zwierzętom.

Po drugie, dywersyfikować siedliska. Nawet ten sam typ lasu może być różnie atrakcyjny dla pewnych grup zwierząt zależnie od tego, czy znajdują się tam dziuple, martwe drewno, sterty liści i gałęzi, nory, pagórki itp. W małym ogrodzie można to robić, tworząc tak zwane hotele dla owadów z materiałami o różnej strukturze: słomą, gałązkami, szczelinami itp. Mogą tam składać jaja lub nawet zakładać gniazda przeróżne gatunki, na czele z samotnymi pszczołami (na przykład miesierkami, murarkami, porobnicami) i osami (na przykład kopułkowatymi). Wiele z nich to świetni zapylacze kwiatów. Duże znaczenie w takich hotelach mają przecięte kawałki pni z nawierconymi otworkami o różnej średnicy (na przykład 2, 4, 6 i 8 milimetrów), oddalonymi o kilka centymetrów. Miejsce powinno być ciepłe i osłonięte od deszczu. Dawniej owady te mogły się gnieździć w ścianach drewnianych lub glinianych chałup czy w strzechach. Obecnie, z powodu nadmiernego uporządkowania terenu i gładkich tynków, wiele takich siedlisk zanikło. Na dodatek we wsiach mało jest zwierząt pozostawiających odchody. Odchody roślinożerców są miejscem lęgu lub żerowania dla niektórych owadów. Wielkie ilości much, które kiedyś z tego powodu żyły w gospodarstwach, stanowiły pożywienie dla jaskółek i innych ptaków żerujących między domami. Usunięcie jednego elementu z tej skomplikowanej układanki powoduje zanik gatunku albo całej ich grupy. Choćby zamiana łąki w sadzie koszonej trzy razy w roku, osiągającej około 20–30 centymetrów, na trawnik przyczynia się do zaniku siedlisk koników polnych, gdyż trawnik jest zbyt niski, aby dać im schronienie przed ptakami.

Po trzecie, tak jak przy motylach, ważna jest liczba gatunków roślin. W wielu grupach owadów znajdują się gatunki monofagiczne, żywiące się tylko jednym gatunkiem rośliny. Niektóre z roślin są siedliskiem szczególnie dużej ich liczby, choćby dąb, sosna czy pokrzywa. Nawet jeden rodzimy dąb szypułkowy może być domem dziesiątków nowych owadów, które przyjdą do naszego ogrodu. Jeśli zamiast niego będzie rósł dąb czerwony pochodzący z Ameryki, to liczba żerujących na nim owadów będzie dużo mniejsza. Pamiętajmy też, że różne gatunki roślin mają mniejszą lub większą wartość jako baza pokarmowa dla zapylaczy, zarówno pszczół hodowlanych, jak i tych dzikich. Zanim posadzicie rośliny, warto zasięgnąć opinii miejscowego pszczelarza. Liczba możliwych pożytków pszczelich jest bardzo duża. Warto jednak po prostu zachować różnorodność gatunkową. Z drzew i krzewów szczególnie nektarodajne są klon, lipa, jarzębina, kasztanowiec, wierzba, śliwa, czeremcha, głóg, kruszyna, kłokoczka, berberys, róża, porzeczka czy malina. Także większość owadopylnych zielnych roślin łąkowych i polnych jest nektarodajna, szczególnie chaber, żmijowiec, lebiodka, szałwia, brodawnik, żywokost, wyka, komonica, macierzanka czy nostrzyk. Unikać należy za to sadzenia obcych gatunków roślin, czasem nawet proponowanych przez pszczelarzy, a szczególnie amerykańskich gatunków nawłoci, niszczących naszą florę. Większość roślin nektarodajnych daje też owadom pyłek. Innym cennym produktem jest spadź,. Są to słodkie kropelki na gałązkach jodły, świerka, modrzewia, lipy i dębu. która może pochodzić z różnych źródeł. Jej producentem są zwykle owady z rzędu pluskwiaków równoskrzydłych (Homoptera), głównie mszyce i czerwce. Wysysają one z liści i młodych gałązek pożywny sok. Jest on tak bogaty w cukry, że nadmiaru owady te nie są w stanie przyswoić. Nieresorbowany cukier owady wydalają w postaci kropelek. Więcej o spadzi tutaj: https://www.miod-bartnik.pl/pl/n/33. Soki roślinne z komórek uszkodzonych przez mszyce, czasem są też wydzielane spontanicznie przez liście drzew w gorące dni. Soki te brudzą czasem samochody – można się o tym przekonać, jeśli zaparkuje się auto na dłużej pod lipą.

Ciekawą propozycją są tzw. ogrody motyli. Motyle hoduje się tam w zamknięciu pod wolierami a w ogrodzie sadzi się rośliny nektarodajne i żywicielskie. Miałem okazję oglądać takie ogrody w Yangling, Shaanxi w Chinach oraz koło wodospadu Kuangxi koło Luangprabang w Laosie.

Na końcu zachęcam do obejrzenia filmu o motylach w moim ogrodzie:

Odsyłam też do książki Marcina Sielezniewa i Izabeli Dziekańskiej „Motyle dzienne” (wyd. Multico). Od lat wprowadzają mnie w świat motyli (prof Sielezniew jest w ogóle moim kolegą z roku ze studiów biologii na Uniwersytecie Warszawskim). Natomiast Izabela wydała także książkę dla dzieci „Motyle dzienne i nocne” (wyd. Multico). Bardzo dziękuję jej za oznaczenie motyli z moich zdjęć.

14 komentarzy

  • Marcin pisze:

    O ile sam uważam że motyle są piękne i wolę oglądać łąkę niż trawnik obsadzony tujami to ciekawi mnie ile osób, które zdecydowały się zamienić swój ogród w plantacje motyli miało przez to problemy z sąsiadami, którzy narzekali że szkodniki (gąsienice) przechodzą na ich działkę niszcząc ich rośliny.

    Osobiście nie słyszałem wiele takich relacji. Więcej dotarło do mnie historii na temat pszczelarzy i ich zatargów z sąsiadami, którym pszczoły dały się we znaki. Natomiast sąd w większości przypadków przyznał rację tym pokrzywdzonym.

    Ciekaw jestem, czy ktoś miał sprawę w sądzie z tytułu uciążliwej łąki kwietnej.

    • Łukasz Łuczaj pisze:

      mam nadzieję że nie. Ale jeśli tak to trzeba takie skandaliczne sytuacje nagłaśniać. Każdy powinien mieć prawo do łąki kwietnej przed domem. Precz z trawnikami!

  • Ewa pisze:

    Nie tylko chemia im szkodzi. Kilka lat temu wyrzuciłam pod porzeczki jako nawóz słodkie wiśnie z nalewki. Już po około godzinie miałam setki pijanych motyli trzech gatunków, głównie pomarańczowe. Więc przestrzegam Was…

  • WitOld pisze:

    „…unikać chemii.”
    Nie da się unikać Chemii bo: CHEMIA TO NAUKA!
    Od tak wysokiej klasy specjalisty – uczącego innych – można oczekiwać świadomości czym różni się „chemia” od „chemikaliów”!
    Jak można to wytłumaczyć […] (osobom, które nie lubią się uczyć) jeżeli autorytet tej klasy strzela taki lapsus?

    • Łukasz Łuczaj pisze:

      Użyłem języka potocznego, w moim skrócie myślowym, który na pewno wszyscy zrozumieli. Nie rozumiem dlaczego język nie ma być prosty. Napiszę to po raz kolejny: Polacy mają problem z językiem, przyczepiają się do najdrobniejszego odstępstwa językowego, nieregularności, innowacji, są językowymi tyranami. To się nie zdarza na stronach brytyjskich, żeby się ludzie przyczepiali tak do języka. Takie komentarze są niepotrzebne i psują zabawę komunikacji.

      • WitOld pisze:

        „Nie rozumiem dlaczego język nie ma być prosty.” – to może wyjaśnię:
        1. by był jednoznaczny
        2. by nie był prymitywny – bo prymitywizacja języka prowadzi do prymitywizacji myśli, a ta do prymitywizacji ludzi.
        3. to nie jest „drobne odstępstwo” lecz maniera, którą można (ewentualnie) usprawiedliwić niewiedzą osoby z niepełnym wykształceniem podstawowym ale NIGDY u człowieka będącego nauczycielem(!) z takim autorytetem!
        ===
        Przykład z językiem angielskim nie jest najlepszy bo nawet mój nauczyciel tego języka przyznał mi rację, że mimo wielkiej ilości słów jest to język prymitywny nie nadający się do „zabawy w komunikację”. Nawet dokumentacja UE, z języków narodowych jest najpierw tłumaczona na język francuski a dopiero później na pozostałe bo angielski nie gwarantuje poprawnego tłumaczenia!

        • Łukasz Łuczaj pisze:

          angielski i chiński są świetnymi językami gdzie można komunikować się prosto i szybko. W chińskim wszystkie liczebniki są jednosylabowe co przyspiesza liczenie. Każda z tych sylab ma inne znaczenia, ale to nikomu nie przeszkadza. Przypadki i końcówki to przeżytek i degeneracja, dlatego cieszy mnie jak ksiądz na mszy mówi msza będzie za Jana Kowalski a nie za Jana Kowalskiego.

      • Vitalia pisze:

        Język polski – jak wiele innych – żyje i ewoluuje. Słowo „chemia” w znaczeniu „chemikalia” (pochodzi od niem. Chemikalien) zadomowiło się na dobre w języku potocznym. W Gdańsku używamy go powszechnie: „chemia” mówią hobby-ogrodnicy, sprzedawcy w kwiaciarniach, projektanci ogrodów, a nawet leśnicy. Nie sadzę, że można i trzeba powstrzymać taki trend.

        W krajach niemieckojęzycznych wysoko ceni się naukowców za prostotę języka. „Fachsimpeln” = „rozmawiać o sprawach zawodowych, zrozumiałych często dla małego tylko grona insiderów” potrafi prawie każdy. Przełożenie skomplikowanych zagadnień na mowę powszednią uznawane jest za sztukę. To godne uznania, że tęgie umysły obdarzone tym darem znajdują czas na dialog ze światem pozanaukowym i posługują się zwrotami, których ludzie używają na co dzień.

        Jest sporo innych powiedzeń dot. tego fenomenu jak choćby: „viel geredet und nichts gesagt” = „dużo mówił*a i nic nie powiedział*a”. Określa się nim m.in. referentów, którzy usypiają słuchaczy i czytelników swoją wiedzą. Ich zasługi dla nauki są na pewno bezcenne, ale to nie oni zostają jej popularyzatorami. No i im też oczywiście zdarzają się lapsusy, bo jak mawia mój mąż: „doskonałość jest boska, błędy są ludzkie”. Popełniają je w życiu prywatnym i zawodowym po prostu wszyscy i powinniśmy to zaakceptować (hasło: „Fehlerkultur”= kultura obchodzenia się z błędami”).

        Pana artykuły, książki, wideoblogi trafiły pod strzechy. Czyta i słucha się ich z zapartym tchem, bo są jak intrygujące historyjki i powieści botaniczne, a to w szczególności dzięki zrozumiałej dla laika narracji. Bardzo za nie dziekuję, a perfekcjonistów odsyłam do podręczników akademickich i publikacji naukowych.

        Sorry za przedługi komentarz. To mój błąd. Poprawię się.

  • WitOld pisze:

    ” jest spadź […]. Są to soki roślinne z komórek uszkodzonych przez mszyce, czasem też wydzielane spontanicznie przez liście drzew w gorące dni.” – oj chyba nie do końca jest to prawda.
    Patrz: https://www.miod-bartnik.pl/pl/n/33

  • Tere Fere pisze:

    Dziękuję za piękny , ciekawy i do wykorzystania na mojej działce materiał edukacyjny , POZDRAWIAM. Życzę realizacji wielu planów na pożytek Przyrody,
    Tere Fere

  • ajqqw pisze:

    Entomologiczna fascynacja towarzysząca wizytom w babci ogrodzie w którym rosła lebiodka, coś pięknego i niezapomnianego.
    Najprzykrzejsze, iż wielu ludzi nie tylko nie interesuję dbanie o owady, ale wręcz przeszkadza ich istnienie wokół domostw. Pamiętam jak pytano mnie czy nie boję się 'kleszczy’ i wszelkiego robactwa w wysokiej nieskoszonej trawie wkoło domu. ;)

  • Anka pisze:

    Słownik PWN (https://sjp.pwn.pl/slowniki/chemii.html) podaje jedno ze znaczeń słowa chemia jako «substancje otrzymywane sztucznie, dodawane do różnych wyrobów». A co do motyli, to najwięcej siadało u mnie na działce na liatrze kłosowej (pochodzenie rośliny Ameryka Północna). Pozdrawiam

  • Anka pisze:

    Najwięcej motyli siadało u mnie w ogródku na liatrze kłosowej (pochodzenie rośliny Ameryka Północna). Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.