Owady na targach Kambodży i Laosu

cof

Od kilku tygodni podróżuję po Azji Południowo Wschodniej. Zbieram dane do swoich nowych artykułów i szukam inspiracji. Codzienne wizyty na targach rozbudziły we mnie powtórnie fascynację owadami jadalnymi. W roku 2005 wydałem książkę „Podręcznik robakożercy”, pierwszą i jedyną książkę na ten temat w języku polskim. Potem jednak trochę uciekałem od etykietki człowieka, które je owady i inne bezkręgowce i zaniedbałem ten temat. A temat jest ważny bo to wartościowe i czyste białko.

Piszę tego posta siedząc w kawiarni w Laosie, koło targowiska, na które chodzą ludzie dla, których jedzenie owadów jest codziennością. Jestem tu już dziewięć dni i codziennie widzę trochę inne gatunki. Ludzie przynoszą to co złapią. Wczoraj widziałem starszą panią, która z wielką dumą prezentowała dwa talerzyki larw ważek, każdy po ok. 8 zł.

Kupują to miejscowi. To dużo pieniędzy, ale to rarytas. Są i tańsze produkty, na przykład plastry z larwami i poczwarkami dzikich pszczół.

 

W tropikach wiele gatunków pszczół tworzy gigantyczne, otwarte gniazda wiszące wysoko w koronach drzew, ludzie się wspinają i strącają je  lub odcinają. Z takiego gniazda jest czasem kilka kg „mięsa”. Trzy dni temu zjadłem kawał plastra o wymiarach 10 x 15 cm, pełen pysznych larw. Jadłem go z woskiem. Jedzenie to dało mi niesamowite uczucie nasycenia.

Sprzedaje się też kokony, poczwarki i gąsienice różnych gatunków motyli i chrząszczy. Niestety w tej fazie trudno je oznaczyć.

Po prawej niezidentyfikowane poczwarki, po lewej ich kokony.

Największym zaskoczeniem były dla mnie żuki gnojarze, zbierane z  łajna bawołów. Pojawiły się na targu dwa razy i od razu się rozeszły jak woda. Wykupuje się je z kup bawołów. Są to rodzaje Onitis spp., Liatongus spp.i Copris spp., a także Heliocopris bucephalus I H. dominus żyjące na kupach słoni. Chrząszcze wpierw moczy się w wodzie. Podobno po zanurzeniu od razu defekują, aby być lżejsze i w ten sposób same się oczyszczają. Moczy się je w wodzie przynajmniej 12 godzin. Potem myje się je znowu i nadają się do konsumpcji po usmażeniu na oleju.

Powyżej: Larwy sprzedawane w Luangprabang (Laos) żyjące w pniach bananowców – pycha!!!

Powyżej: Larwy żyjące w bambusach, bardzo drogie i wysoko cenione. Trzymane w członach bambusa zatkanych zmiętym liściem (wtedy można je długo przechowywać).

 

Wcześniej degustowałem jadalne bezkręgowce Kambodży. Jednym z najbardziej niesamowitych miejsc jest Skon, miasteczko, które wypromowało się jako mekka jedzących pająki. W Skon od dawna istnieje tradycja jedzenia tarantul z gatunku (Cyriopagopus albostriatus, syn. Haplopelma albostriatum). Ludzie jedli te zwierzęta jednak szczególnie w czasie głodu za czasów Czerwonych Khmerów, a teraz stały się turystyczną atrakcją. Te pająki są wyjątkowo smaczne i chrupkie. Z resztą nie dziwi mnie to, przed smażeniem gotuje się je w rosołku instant…

 

Natomiast na targu w Siem Reap sprzedaje się duże ilości turkuci. Sprzedaje się je żywe, świeże, do zabrania do domu. Wszak turkuć nie skacze i nie lata, więc nie ucieknie z miednicy.

Na zdjęciu poniżej w turkucie wmieszały się różne chrząszcze wodne.

W Siem Reap w Kambodży widziałem też w sprzedaży mrówki.

Świerszcze są codziennością na targach Kambodży i Laosu, najpospoliciej konsumowanymi owadami.

Dwa zdjecia powyżej: Częstym widokiem na targowiskach Kambodży, Wietnamu i północnej Tajlandii są olbrzymie wodne pluskwiaki równoskrzydłe z gatunku Lethocerus indicus.

 

Ludzie łapią tu owady na różne sposoby: larwy owadów wodnych do koszy i siatek, jak krewetki, cykady i ważki łapie się czasem patykiem posmarowanym klejem, czasem rozwiesza się pułapki z klejem, jak u nas muchy. W Kambodży widziałem też instalacji między polami ryżowymi złożone z małym zagłębień z wodą o boku ok. 1 m. nad którymi rozwieszono pionowo kawałek folii, też ok 1 m kw. a nad nim świetlówkę. W nocy świetlówki przyciągają owady, które topią się w wodzie. Jest to traktowane jako ekologiczna forma walki ze szkodnikami, ale także wybiera się z tych dołków złapane owady: a przecież większość owadów jest jadalna!

Ciekawym aspektem jedzenia owadów w wielu krajach jest to, że są ulubionym pokarmem dzieci. W Laosie owady wprowadza się do diety niemowląt w wieku ok 10 miesięcy. Są one ogólnie uważane za bezpieczne jedzenie. Ulubionym pokarmem dzieci w Laosie są larwy, gdyż są miękkie.

A poniżej różne niezidentyfikowane cudeńka z Laosu:

 

3 komentarze

  • Zdrowie Paleo napisał(a):

    Wspaniałe :-) Niesamowite zdjęcia i oczywiście jedzenie. Chętnie znowu spróbuję owadów, jak będę mieć okazję, a na razie poczytam więcej, bo też mnie ten temat interesuje!

  • Jadwiga napisał(a):

    Dzień dobry panie Łukaszu.
    Bardzo ciekawy artykuł tylko jak go wprowadzić do menu ?
    Dawno temu przeczyłam pana wypowiedz na temat spożycia świerszczy, węży itd
    Jeżeli już jesteśmy w kręgu tematycznym zdrowego białka to proszę o informację. Co roku na wszelakich forach mówi się o robakach w czereśniach. To larwy muchówki. Czerwiec tuż tuż. Jak wpływa na spożycie takich larw na nasz organizm ? Pozytywnie czy negatywnie ?
    Serdecznie pozdrawiam

  • Wiktoria napisał(a):

    Zielony chrząszcz na zdjęciu żyje na drzewach mango i bardzo łatwo się go przyrządza. Jestem w drodze z Kambodży/Wietnamu do Polski i niedługo coś napiszę więcej na temat łupów z Siem Reap i polowania na mrówki. Będę wdzięczna za korektę. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *