Przeciwko liczbie

Mam taki problem. Kiedy proszę o fakturę na stacji benzynowej i Pan/Pani mówi: „NIP poproszeeeeę”. Mam po prostu ochotę dać tej osobie w ryja. Zwyczajnie. O numery pytało się w obozie koncentracyjnym. Zjawisko redukcji nazw do numerów i nazwisk nazywam NUMERYZACJĄ. Zaczęło się od obozów koncentracyjnych.

Jestem naukowcem, ekologiem. Do swoich badań doktorskich musiałem zgłębiać tajniki statystyki, znam anowę, chikwadraty, skalowanie wielowymiarowe, monte carlo, PCA, DCA, CCA, testy nieparametryczne i parę innych podobnych rzeczy. Ale opowiadam się przeciwko liczbie. Kiedy trzeba będzie wybrać to stanę z tymi nieukami bez matury, debilami, robolami i artystami. Wyrzeknę się liczb. A jeśli już jakieś zostawię to tylko do 10. Bo to są magiczne liczby, małe i mocne. Jedna moja fanka mówiła że ją prąd przeszywa, kiedy wypowiadam liczby. I nie dziwię się, bo wypowiadam je tylko w mocnym i znaczącym kontekście: siedem wiosennych ziół,  niemiecka zupa z dziewięciu ziół, trzej muszkieterowie, pięć chińskich żywiołów, szósty zmysł,  ulicą szły dwie fajne dziewczyny, zamówiłem trzy pizze itp. Uważam, że ułamki są od diabła, a tylko liczby naturalne od Boga. Zawsze wszystko zaokrąglam i robię na oko. Dlatego podoba mi się 500 plus. Mocna prosta liczba. Moja siostra artystka zawsze się ze mnie śmieje: „ty naukowiec jesteś, a naprawdę taki prosty jesteś”. Tak jestem prosty, ale nie jest łatwo być prostym człowiekiem w tym świecie.

Wracając do NIP-u. Moja forma nazywa się ETNOBOTANIKA. W bazach Orlenu, BP, Shella i innych stacji benzynowych to jedyna firma o tej nazwie w Polsce. Mimo to kiedy mówię etnobotanika, to pracownicy wolą zrobić mi 5 minutowe kazanie że lepiej by było żebym podał NIP. A wtedy przecież muszę powiedzieć sześć-siedem-osiem-dziewięć-cztery-siedem-dwa-jeden-siedem-osiem. Ale oni to wolą, bo są robotami. Nie ma w naszej cywilizacji miejsca na nieoznaczoność, niedopowiedzenie, podwójną tożsamość. W wielu plemionach pierwotnych imiona zmienia się jak rękawiczki. A teraz zmienić imię? Ile kłopotów prawnych. Czy ja chciałbym się nazywać Łukasz? Przecież wolałbym się nazywać Śnieg o Poranku albo Przebiegły Wilk. Nie pamiętam nawet numeru swojego pokoju w pracy, ciągle dzwonię do koleżanki z zakładu. żeby mi przypomniała. A gdyby pokój nazywał się Sowa, Bóbr czy Marchewka, nigdy bym go nie zapomniał. Dlatego tak uwielbiam Wielką Brytanię, Tam można dom sobie nazwać i adresować listy np. na Under the Willows… Wolność zaczyna się tam, gdzie nikt nie pyta cię o liczby. Ile masz pieniędzy, lat, jaki jest twój NIP i nr domu.

Więc kilka reguł dla ludzi, którzy chcą przestać myśleć o liczbach. Jak widać oczywiście teraz to trudne. Ale spróbuj. Mów tylko nazwę firmy na stacji benzynowej. Nie pytaj dziewczyny  ile ma lat. Patrz na liczbę zer w swoich zarobkach, a nie na to jaka to konkretnie liczba. Rób biznes tylko jeśli możesz coś sprzedać kilka razy drożej niż kupiłeś. Szanuj przyjaciół. Patrz w bezkresny horyzont. Rób wielkie rzeczy a kochaj te małe. I wtedy będzie mniej liczb w twoim życiu.

A na koniec zacytuję fragment cudownego artykułu jednego z moich największych duchowych przyjaciół Wojtka Jóźwiaka (http://www.taraka.pl/drzyjmy_ezoterycy_descola_nas). Pisał on o tym, że polska szlachta nigdy nie dawała się policzyć:

„ Przez policzenie (przez nazwanie po imieniu, przez wydobycie na jaw) uzyskuje się władzę na tym czymś lub kimś. Dlatego polska szlachta uporczywie nie pozwalała dokonać na sobie spisu powszechnego ani nawet nie godziła się na prowadzenie urzędowych ksiąg heraldycznych, jak w ościennych królestwach, widząc właśnie w swoim „nie-wydobyciu-na-jaw” – w swojej więc nie-nieskrytości, an-alethei, odwrotnie niż u Heideggera!, gwarancję wolności własnej.”

 

19 komentarzy

  • Zdrowie Paleo napisał(a):

    genialne :-) ja też jestem za słowami, nie za liczbami! swój przyszły dom w UK też jakoś nazwę, może nawet po polsku ;-)

  • Renata napisał(a):

    Świetny tekst, niestety prawdziwy :) Ja opieram się NUMERYZACJI patrząc na identyfikatory pracowników tych przykładowych stacji benzynowych i używając ICH imion. To zawsze rodzi uśmiech :)

  • Sylwia napisał(a):

    Fajnie, tylko jak dostać L4 w przychodni bez podania numeru NIP pracodawcy? I swojego PESEL-u? Jesteśmy wmontowani w tę machinę. Ale idea nader słuszna. Jak pomysł mego znajomego, aby wycofywać się na jakiś czas z mediów elektronicznych (komórka, internet). Sprawdziłam – da się.

    „Mane, tekel, fares”…

  • Natalia napisał(a):

    Teraz mi dobrze, bo wiem , że nie jestem sama! Zawsze przerażały mnie liczby ( głównie te po przecinku) , obliczenia ile kosztuje 30 dkg sera- horror! Teraz atakują piny, puki i kody- nie wpuszczą do banku , sklepu, ani na platformę wiedzową. Nauczyłam się , bo musiałam ,obliczać dawkę leków na kg masy ciała pacjenta, ale poza te obliczenia nie wychodzę! Lubię wybrać sobie kawałek czegoś co jest w sam raz dla mnie i nie chcę wiedzieć ile to deko! Numery lotów,
    pytania” jaki ma pani numer rezerwacji??? itp i już jestem w stresie. Nawet nie wiesz Łukaszu, jak mi teraz miło, że ktoś czuje podobnie jak ja.

  • Ewa, Włościanka napisał(a):

    Jako nieuk, były chłop i były robol dziwię się takiemu postawieniu sprawy. Przecież Wy Uczeni istniejecie tylko dzięki nam. Po co kolejne; ,,dochtory i magistry” jeżeli będą publikować dla nikogo. A liczby, numery; bez nich nie ma Was. Nam nieukom też są niezbędne. Numerowanie upraszcza wszystko. I jeszcze na koniec; jak można sprzedawać za kilkukrotną cenę zakupu. Pośrednik powinien mieć kilka do kilkunastu procent zysku. Kilkakrotny zysk to bandytyzm, łupienie nieuków. To nieetyczne. My robole to zauważamy bez szkół i docentów.

  • Rainbow z Orlenu napisał(a):

    Nie chcesz podawać NIPu to po cholerę rozliczasz się z Fiskusem? Czyż nie liczby wpływają na twoje konto złożone z liczb. Procenciki od podatku? Dzieki też, że mnie obrażasz. Szacunek miałem bezwzwzgledny teraz ja mam ochotę dać Ci w ryja. Hipokryzja i brak szacunku do innych.

    • Łukasz Łuczaj napisał(a):

      Chyba przeczytałeś mój tekst zbyt dosłownie. Rozliczam się z fiskusem bo tak wybrałem i jak już pracuję to muszę. Napis na jakim Orlenie pracujesz, żeby nie doszło do starcia. Ja rozumiem, może Wam tam kazali. Dziwi mnie tylko nachalność pracowników stacji, którzy nie chcą szukać mnie bo nazwie, pomimo, że zawsze znajdują mnie już po jednej sekundzie. Często bredzą, że się nie da i kłócą się ze mną. Ja wiem, że żyjemy w cywilizacji i bez tego byśmy się zagryźli. Do rachunków wystarczającym identyfikatorem jest nazwa i adres firmy. Z tego co wiem na przykład w Wielkiej Brytanii wystawia się NIPów. Mój tekst był o nadmiernej NUMERYZACJI, która naprawdę kojarzy mi się z obozem koncentracyjnym. I niektórych słów np. „robol” używam z sympatią. Mieszkam na wsi i większym szacunkiem darzę roboli niż „dochtorów” bo są mniej wyrachowani i mają większy kontakt z rzeczywistością.

      • Rainbow z Orlenu napisał(a):

        Pracuję w Wołominie. To nie ma znaczenia zresztą. Nie dałbym Ci „po ryju” i tak. Nie biję innych bez znaczących powodów tzn wtedy biję, kiedy ktoś narusza moją lub innych cielesną granicę.

    • Rainbow z Orlenu napisał(a):

      To, że nie chcą szukać po nazwie twojej firmy wynika z ich lenistwa. Idź do przełożonego, powinien pomóc. Albo napisz skargę, masz prawo żądać faktury po nazwie. U mnie nie ma tego problemu. Rafał Czerski

  • Andrzej Turczynowicz napisał(a):

    To mamy wspólnych znajomych (realnych)- Wojtka Jóźwiaka i Piotrka Spólnego (Hulskie)
    :)

  • Diabeł napisał(a):

    To nie system narzuca liczby, a ludzie tak skonstruowali system, żeby wymagał liczb. Dlaczego? Bo tak jest prościej i taniej dla twórców. Ale widać powolny odwrót od tego sposobu postępowania, np. zamiast zabezpieczać telefon czterocyfrowym pinem można zabezpieczyć znakiem rysowanym na ekranie. Ja jestem dobrej myśli. Będzie dobrze :)

  • Mamut napisał(a):

    Super artykuł, też nie znoszę numeryzacji. Ważne są proporcje, nie liczby. No i warto myśleć. ☺

  • eva napisał(a):

    Czasem prostsza jest nazwa, czasem prostszy jest NIP. Ja się cieszę, że ogólnie mamy wybór, a jeśli ktoś robi z tego problem, to uważam to za wydziwianie…. Ale wydziwiać też przecież można….

  • Henryk napisał(a):

    Wielki szacun za pokazanie się z tej strony!!!! Do teraz myślałem że jesteś tylko „panem od ziół” . A Łukasz jest swój chłop !!! Wykształcony a nie tylko z papierem wyższej uczelni a to wielka różnica. Tekst subtelny i delikatny dla tych co odrobinę myślą ale cóż takich to tylko 8-10% reszta lubi papkę lekko strawną. Od kilku lat u mnie 0 (zero) telewizji i radia i coraz więcej takich artykułów jak ten. Dziękuje Tobie i innym o takich samych uczuciach . Wojciech Józwiak,Ralph Waldo Emerson,Emmet `Fox, i najwspanialsza księga w historii ludzkości Biblia. Autorów jest znacznie więcej jak ktoś chce to wszystko znajdzie. Tak trzymaj !!!!

  • Eve napisał(a):

    W Irlandii nie ma nawet kodów pocztowych. Czasem jest tylko nazwa ulicy i np. nazwa budynku. Odnalezienie go dla osoby nietamtejszej – koszmar! Numerów budynków często brak na całej ulicy. Powodzenia… Mnie krew zalewała…

  • wojtek napisał(a):

    Ja też mam problem z liczbami, a szczególnie dziesiątkami pinów i haseł ;-) Niestety cyfryzacja postępuje. Ale na szczęście na Orlenie można sobie wyrobić kartę VITAY i wtedy przy zakupie nie trzeba już nic mówić tylko podać kartę z danymi :-)

  • Adam napisał(a):

    za „gierka” powstawał system”magister” baza informacji o studentach – absolwentach, z tego się ośrodki obliczeniowe ZETO, w tych czasach maszyny liczące były rozmiarów piętrowego budynku, , a one wypracowały kolejny krok do zniewolenia, numer „Pesel”, z czasem z nim konkurować zaczął NIP, ale pesel się ostał, a o NIP przebąkują , że go zlikwidują

  • Aniela napisał(a):

    „Wolność zaczyna się tam, gdzie nikt nie pyta Cię o liczby”
    To absolutne sedno. Daliśmy się skatalogować i ponumerować. Liczby określają naszą tożsamość. Jesteśmy wiekiem, numerem kolejnym dziecka w rodzinie, numerkiem w szkolnym dzienniku, nipem, peselem, numerem konta i liczbą na nim.
    Dla systemu zawsze pozostaniemy numerami, dobrze gdybyśmy chociaż dla siebie nawzajem byli po prostu ludźmi.
    Moim największym w życiu wstrząsem było uświadomienie sobie, że nie mogę wylogować się z systemu, że prawdziwa wolność to fikcja. Wtedy zostałam duchową anarchistką i staram się swoje relacje z systemem, o ile to tylko możliwe, redukować do absolutnego minimum. Tak z przekory. I jako humanista także nie doceniam magii liczb. Może czasem chciałabym myśleć jak matematyk czy ekonomista, ale tego się nie da nauczyć. Ja także liczby traktuję intuicyjnie. Idąc na zakupy raczej czuję ile mam w portfelu niż wiem ;) Szacując zysk także raczej odczuwam opłacalność lub nie niż obliczam stopę zwrotu ;) Myślałam, że to nienormalne, dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy, którzy by wpadli w popłoch gdyby im odebrano liczby, dane i wykresy…

  • Leon napisał(a):

    Autor jest dość pospolitym przypadkiem półinteligenta dumnego ze swego nieuctwa.
    Widać skutki kilkunastoletniego braku matematyki na maturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *