Świnka morska – podkarpackie dziedzictwo kulinarne

Foto: Sandos/Wikipedia

Świnka morska czyli kawia domowa kojarzy nam się ze zwierzęciem domowym. Jednak po odkryciu Ameryki sprowadzono ją do Europy jako zwierzę mięsne. Od czasu do czasu ktoś odwiedzający kraje andyjskie Ameryki Południowej, np. Peru, wrzuca zdjęcia pieczonych świnek morskich. Tam, w swojej ojczyźnie, świnka morska jest kulinarnym rarytasem, hodowanym od 5 tys. lat. Mało kto wie jednak, że świnki morskie jedzono także i u nas!

Pierwszy raz o jedzeniu  nas uświnek morskich natknąłem się w książce Henryka Olszańskiego „Zamieszańcy. Studium etnograficzne”, Muzeum Budownictwa Ludowego, Sanok 2007. Ta wydana pośmiertnie pozycja etnografa związanego ze skansenem w Sanoku poświęcona jest mało znanej grupie etnograficznej Zamieszańców. Zamieszańcy byli Rusinami zamieszkującymi kilka wsi między Rzeszowem i Krosnem, na Pogórzu Dynowskim. Odcięci byli od głównego żywiołu ludności ruskiej-ukraińskiej dalej na wschód i otoczeni wsiami polskimi, stąd byli „zamieszani” pomiędzy wsie polskie. Mam przyjemność mieszkać w dolinie dwóch wsi Pietrusza Wola i Rzepnik, dawnych wsiach Zamieszańców. Niestety sama kultura tej grupy zaginęła. Podobnie jak Łemkowie zostali wysiedleni w akcji Wisła (większość z resztą wyjechała na Ukrainę przed tą akcją w obawie przed odwetami za działania Banderowców i pod wpływem agitacji rządowej). Obecnie wsie Zamieszańców zamieszkiwane są przez mieszankę ludzi z sąsiednich wsi polskich, przesiedleńców polskich z terenów obecnej Ukrainy, oraz potomków Zamieszańców, pochodzących z rodzin mieszanych polsko-rusińskich, którzy pozostali. Dawna kultura jednak zupełnie zanikła, a cerkwie zamieniono na kościoły rzymsko-katolickie.

I właśnie Olszański wspomina o tym że Zamieszańcy jedli świnki morskie, robiąc z nich rosół. I więcej nic, żadnych detali, nazwisk, miejsc. Kilka lat temu mój ojciec Michał wraz z Arturem Batą napisali drugą monografię Zamieszańców (A. Bata, M. Łuczaj, Zamieszańcy, KOW, Krosno 2012). W samej książce nie poruszyli jednak tematu świnek. Pamiętam jednak dzień promocji książki, kiedy do Domu Ludowego w Pietruszej Woli dotarło kilkunastu przedwojennych mieszkańców Zamieszańskich wsi (głównie panie). W pewnym momencie zapytałem: „Kto z Państwa jadł przed wojną świnkę morską?”. Podniosło się bodaj cztery ręce. Jedna starsza Pani powiedziała: „Panie, bieda była, jadło się co się dało…”.

Nie wiemy niestety kiedy w tych wsiach zaczęto jeść świnki morskie. Może była to moda która dotarła do tych wsi w latach 1930ych, może dużo wcześniej. I być może nie była to tylko etniczna sprawa, może i w sąsiednich polskich wsiach świnki jadano. Jako dziecko pamiętam jednego z rolników w pobliskiej polskiej wsi (dawniej miasteczku) Korczyna, który hodował kilkadziesiąt świnek w oborze z krowami. Może był to relikt dawnych mięsnych hodowli.

Myślę, że to dopiero początek moich poszukiwań miejsca świnki morskiej na kulinarnej mapie Polski. Jeśli macie jakieś inne poszlaki, będę bardzo wdzięczny!

Osobiście uważam, że świnka morska mogła by wrócić na nasze stoły, analogicznie do domowych królików. Jedząc samodzielnie hodowane mięso, wiemy co jemy, jest to idealne mięso dla dzieci. Świnka jest kilka razy lżejsza od królika (zwykle waży 1 kg), jest więc mięsem podzielnym. Z jednej świnki można na przykład zrobić dla dzieci rosół na niedzielę. Bez trudu w dużym mieszkaniu można wyhodować kilkadziesiąt świnek morskich rocznie, po jednej na każdy weekend. Świnki morskie nie skaczą jak króliki, nawet ściana 25-30 cm uniemożliwia im ucieczkę. Są trochę bardziej ciepłolubne niż króliki, choć znane są wolnowybiegowe hodowle świnek (ale mających nory) w Anglii.

Wiem, że świnki morskie to sympatyczne zwierzątka. Jeśli jesteś wegetarianinem, to zignoruj mojego posta. Jeśli jednak dajesz swojemu dziecku codziennie wieprzowinę czy kurczaki hodowane na amerykańskiej kukurydzy i soi, i trzymane w nieludzkich warunkach, to zastanów się. Może lepiej założyć dużą rodzinną hodowlę świnek morskich?

A tu link do książki mojego ojca o Zamieszańcach (ale tej bez info o świnkach): http://www.kow.net.pl/oferta/szczegoly/zamieszancy-losy-rusinow-na-pogorzu.html

P.S.

Po publikacji tego artykułu dostałem wiele obelg i pogróżek. Nie martwcie się, nie zabiłem (jeszcze) ani jednej świnki, mój artykuł ma charakter historyczno-praktyczny. Co łagodniejsze zaakceptowałem, możecie je sobie przeczytać poniżej. Dostałem też kilka ciekawych informacji od czytelników. Jedna z czytelniczek pisze: „Wiem też od mojej babci, mieszkającej przed wojną pod Lwowem, że potrawy ze świnki morskiej były zarezerwowane szczególnie dla dzieci i starszych osób.” A inny czytelnik: „Pamiętam gospodarza, który hodował świnki morskie w oborze z krowami, lata dziewięćdziesiąte wieś Dołęga, woj. Tarnowskie, Małopolska.” Ewidentnie więc zasięg hodowli mięsnej świnki morskiej obejmował znaczną część Galicji. W najbliższym czasie będę przygotowywał pismo do władz o włączenie tego gatunku do listy zwierząt gospodarskich, do którego dołączę listę podpisów osób, które zechcą taki list firmować.

Ostatnia wieczerza ze świnką morską. Obraz w katedrze w Cusco w Peru, autor Marcos Zapata

30 komentarzy

  • Ania napisał(a):

    Hmmm, pomyslalam o pochodzeniu nazwy tego ssaka… Moze pierwotnie była świnka zamorska? W końcu zza morza trafiła do nas? I jeśli była początkowo traktowana jako mięsna hodowla, to stąd ta świnka, a nie jak obecnie zaczyna ja się nazywać według propozycji kawia domowa.. Przy tych faktach dla mnie pozostanie swinką morską 😊

  • J napisał(a):

    Chyba dziedzictwo troglodytów, mam nadzieję, że psy też chętnie ugotujesz.

  • KO napisał(a):

    Znajomy Peruwiańczyk mieszkający w Gdańsku kiedyś mnie zapraszał na coś takiego. Ale nie wiem czy mnie wkręcał czy na serio.

  • Jolanta napisał(a):

    W Skansenie w Sanoku są chałupy w których jest pod piecem mała przetrzeń oddzielona od izby kratką. Na pytania zwiedzających co tam trzymano zdarza się, ze przewodnicy mówią, że świnki morskie. Inni przewodnicy, że kurczęta. Ja jakoś w kurczęta nie wierzę, bo kury muszą mieć dość jasno, żeby jeść, w takiej klateczce na pewno by nie jadły. I po co kurom takie ciepłe miejsce ? Kury chętnie wychodzą nawet zimą, jeśli tylko śniegu nie ma za wiele.nie tak dawno w Komańczy kolega szkolny moich dzieci mówił, że ma całe stado świnek morskich w oborze. Nie mówił po co je trzymają. Zapytam dzieci, może pamietają kto to. Szczerze mówiąc zawsze mnie fascynowała ta historia o świnkach ze Skansenu.

    • Halina ze Śląska napisał(a):

      Moja babcia na Śląsku przez dziesiątki lat trzymała świeżo wyklute kurczęta w „ zagródce” pod piecem – takie żółciutkie 😊
      Potem kiedy babcia była już stara kupowane były po 50 sztuk rocznie tzw kurczęta jednodniówki i tam mieszkały przez pierwsze tygodnie dostając witaminy i szczepionki. To było na peryferiach wielkiej aglomeracji o dużej kulturze hodowlanej.

  • Katarzyna napisał(a):

    W naszej kulturze to niedopuszczalne.To co Pan proponuje jest irracjonalne i obrzydliwe.Rownie dobrze można by pisać o rosole gotowanym na kocie czy psie.A chomik?Ten to dopiero jest podzielny! Masakra 😡

  • Patka napisał(a):

    Ja mam nadzieję, że twój post to jakiś żart …

  • Karol napisał(a):

    Z innych jadanych w Polsce gryzoni warto wspomnieć o nutrii mój ojciec hodował nutrie pod Przemyślem w czasach gdy była oda na ich futro. Część nutrii byłą przez nich jedzona np. pieczona. Słyszałem, że nutrie są hodowane na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie i są zapisy na ich mięso wśród kadry uczelni.

  • Loli napisał(a):

    Dla mnie to tak jakby zjeść swojego psa. Dla mnie swinka jest domownikiem, ma imię i swoje miejsce.

  • Beata napisał(a):

    Jestem przeciwna jedzeniu tych słodkich istotek, one do tego się nie nadają. Nawet dla naszego organizmu nie jest to obojętne. Nasze organizmy są przystosowane do jedzenia mięsa zwierzęcego zbliżonego składem do naszego, które nie jest zbytnim obciążeniem

  • AnetaWA napisał(a):

    Niewyobrażalna rzecz, nie przypuszczałam, że kiedykolwiek coś takiego przeczytam. Świnka morska jest maleńkim zwierzęciem DOMOWYM, jak pies i kot. W Chinach je się psy, może kiedyś na terenach Polski, kiedy wszyscy przymierali głodem też ktoś kiedyś zjadł psa. Czy to znaczy, że teraz też powinniśmy rozważyć jedzenie psów ?

  • Avvay00 napisał(a):

    A może Ciebie by tak usmażyć i zjeść? W końcu są miejsca gdzie kanibalizm to norma po dziś dzień.

  • Ala napisał(a):

    Ja także nie dowierzam w to co czytam. Przestałam jeść mięso w chwili, gdy uświadomiłam sobie, że jestem hipokrytką. Jeśli używam argumentu, że jem mięso bo to norma i człowiek jest mięsożerny, to normą też powinno być własnoręczne zabijanie zwierząt dla pozyskania mięsa, a nie udawanie, że mięso to produkt. I tak odpowiedziałam sobie na pytanie czy byłabym w stanie zabić zwierzę by go zjeść? Nie nie byłabym w stanie. Chyba, że bym musiała. Ale nie muszę, wiec nie zabijam i nie jem. Poniekąd taka hodowla mogłaby co niektórym uzmysłowić skąd bierze się mięso na ich talerzu. Ale rozumiem, że propozycja alternatywy dla amerykańskich kurczaków to hodowla świnek w mieszkaniu i zabawa we wspólne zabijanie, z dzieciakami tak? No super. Piękna inicjatywa, zdrowa, ekologiczna i prorodzinna… Potem jeszcze garbowanie skórek i szycie rękawiczek, albo lepiej pachworkowy dywan żebyśmy mogli doszywać kolejne i podziwiać ile nam się już udało ich ubić.

  • XD napisał(a):

    Czy ty jesteś ku***a chory? MAM 2 świnki morskie i za nic bym je zabiła żeby se je zeżreć! Te głupie bachory mają żarcia pod dostatkiem więc po co mają Jeszcze żreć te biedne stworzenia?! Pie***olić te głupie bachory! Mam nadzieję że w Polsce NIKT nie ZJE ŚWINKI MORSKIEJ! A JAK TAK TO MU PRZY****OLE W TWARZ! JE***AJ się TY CH***U!

    • Ja nie mogę napisał(a):

      A tutaj mamy przykład hipokryzji. Inne zwierzęta można jeść, a kawie są puci puci słodkie? Jakie głupie bachory? Takie jak ty?

  • Halina ze Śląska napisał(a):

    Ja też miałabym bardzo duży problem ze zjedzeniem zwierząt, które sama hodowałam, nawet ryb akwariowych ( a miewałam baaardzo duże).
    Na moim starym Śląsku było dużo hodowców gołębi. Ciekawe czy z ‘gorszych’ egzemplarzy jedli rosół – pewnie tak.
    Natomiast moi sąsiedzi z centrum Polski ( dawny PGR) z wielkim umiłowaniem strzelali do gołębi biorących udział w przelotach zawodniczych ( co ukrywali przede mną) i cieszyli się bardzo że zjadają komuś gołębia za kilka tysięcy, który był jego dumą i miłością. Czy coś z tego wynika… takie pytanie retoryczne.

  • Małgorzata napisał(a):

    Zależy, jak rozumie Pan karmienie świnek morskich. Bo jeżeli byle jakim sianem, dropsami oraz ziarnem firm Animals czy Vitapol, to odradzam, sam Pan by się struł takim mięsem. Swoją drogą, za okupacji jedli psy, koty, co się nawinęło, bo była bieda i głód straszny. Dla współczesnych to niedopuszczalne, tabu, koszmarny sen. Ale jak człowiek miał dietę ubogą, jednostajną, to taka świnka urozmaicała jadłospis. Ja bym się na jedzenie świnki nie zdecydowała, za bardzo kocham własne świniaki, ale jestem w stanie zrozumieć ludzi z poprzedniej epoki. PS. Mnie osobiście bardzo obrzydza obecnie krem ze śluzem ślimaka 😉

  • Kaja napisał(a):

    Może założymy hodowle takich ludzi jak ty i też będziemy was jeść człowieku świnki morskie to kochane zwierzęta ciebie może zjemy

  • Musolini napisał(a):

    Tak, szczerze ludzie jak czytam te wszystkie komentarze chce mi się śmiać nie wierze że wy wypowiadacie sie na taki temat. Prawie wszystkie zwierzęta były,są i będą zabijane dla pożywienia takie jak np koty, psy, kawie, chomiki, itd. Nic z tym nie zrobicie więc milego bólu dupy XD

  • Jarosław napisał(a):

    Jest Pan chorym człowiekiem ,jak był głód to ludzie zjadali psy i koty czy to oznacza,że teraz też tak mamy robić?Kieruje się Pan chorą pseudoekologia ,Pana uczelnia powinna się za Pana wstydzić,a studenci powinni mieć zabronione spotkania z Panem.Karze Pan pomijać Pana post tym którzy są wegetarianinami,ja nie jestem,ale nie mogę pominąć takich niebezpiecznych głupot wymyślanych i tworzonych przez Pana chory umysł.

  • wojtek napisał(a):

    ale sie larum zrobil. oszolomstwo dostalo okazje do plucia jadem… troche rozsadku, drodzy obroncy slodkich zwierzatek… na was swiat sie nie konczy

  • Panna_Cone napisał(a):

    Zadziwiają mnie niektóre komentarze.
    Zazwyczaj tego nie robię, ale tu na wstępie powiem, że jestem weganką z pobudek etycznych. A czemu o tym mówię? Bo nie widzę różnicy między zwierzętami, czy to ryba czy kurczak czy opisywana świnka morska. Srogie oburzenie osób, które spożywają mięso innych zwierząt jest dla mnie irracjonalne. I nie mam tu na myśli „wege terroryzmu”- szanuje to, że mięso się jada, że nie każdy chce z niego rezygnować. Nie szanuje natomiast wyzysku, jaki by on nie był (porównaj- brojlery, kawa Kopi luwak np) Z resztą- mam w domu dwie mięsożerne dziewczyny, dbam o nie tak jak powinnam, czyli między innymi- karmię je mięsem, nie wyobrażam sobie robić z kotki i suczki weganek (xD). I szczerze? Gdybym miała możliwość podawania im mięsa zwierząt, które miały dobre warunki, spokój i dobrze zbilansowaną dietę nie wahałabym się ani chwili, czy to byłby królik czy kura. Serio lepsze jest zasilanie masowych, przemysłowych hodowli, gdzie zwierzęta cierpią w niewyobrażalnie okrutnych warunkach? Podejdźcie do tematu z rozsądkiem, a nie nagłymi emocjami, nikt Wam nie każe zjeść przyjaciela domowego, Bożenka czy Chrupek są bezpieczne ;)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę szerszego spojrzenia na sprawy etyki i ekologii.

  • Piotrek napisał(a):

    Hej Łukasz, mam nadzieję, że dzielnie znosisz tę falę hejtu. Tyle nienawiści jeszcze chyba nie było pod żadnym Twoim postem. Można z tego zrobić ciekawe badania socjologiczne. Zdumiewa mnie, jak kwestie życia i śmierci żywych istot można regulować według kryteriów „słodkie i puszyste” versus „tłuste i śmierdzące” – na okoliczność świń na przykład. I mam wrażenie, że tego rodzaju wynaturzona moralność staje się coraz bardziej powszechna. Udajemy, że masowe upadlanie i zabijanie kur, świń, krów jest o.k., bo przecież one nic nie czują i wychodzi na to, że takie życie im odpowiada, a podobne traktowanie ich bardziej urodziwych kuzynów już jest bestialstwem. Toż to czysta definicja rasizmu.

  • Lena napisał(a):

    O matkoscórkom! Bardzo cenny artykuł, ciekawe od kiedy stanowiły dietę Zamieszańców.
    Podejrzewam, że jeśli ktokolwiek się łamał, by przejść na roślinny pokarm to dziś powziął decyzję.
    Jest jakaś różnica była między krową, świnką a świnką? Straszny tu hipokrytycyzm czytam.
    Pozdrawiam Profesorze, chociaż jestem wegetarianką, rozumiem potrzebę innych , żeby jeść innych.

  • Yestemin napisał(a):

    Panie Łukaszu, jest Pan bardzo logicznie i mądrze myślącym człowiekiem, który rozumie Naturę i widzi dużo więcej, niż czubek własnego nosa. Hipokrytom siejącym nienawiść życzę opamiętania, wyjdzie to Wam na zdrowie.

  • Mario napisał(a):

    Po przeczytaniu nabrałem ochotę na cuya „pieczonego na patyku” (jak to opisują na innych blogach).
    Świetny artykuł. Pod każdym opisem jedzenia świnek morskich pojawia się rzesza aktywistek z blogów „świnkowych” więc nie ma się co przejmować. Każdy je co lubi.
    Pozdrawiam

  • Aleksandra napisał(a):

    Pan niech sobie swoje zwierzę usmaży i zje. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.