Tojad – lek, pożywienie i trucizna w jednym

 

Ten artykuł będzie o mrocznym królu chińskich ziół. O lekarstwie, pokarmie i śmiertelnej truciźnie. W Europie tojad jest rośliną kojarzoną ze śmiercią. W Europie i Azji, na wilgotnych górskich łąkach i w żyznych wilgotnych lasach spotyka się wiele gatunków z tego rodzaju. U nas np. są to tojad mocny Aconitum napellus i tojad mołdawski Aconitum moldavicum). Większość gatunków tojadu rośnie u nas w Karpatach.

Jedna z ludowych nazw tojadu to mordownik. Zjedzenie surowego tojadu, nawet w małej ilości przynosi raptowną śmierć, w krótkich męczarniach. Zioło to było stosowane zabijania wrogów lub niechcianych członków rodziny. Zatruwano nim strzały i tępiono nim duże drapieżniki leśne. Według mitologii greckiej tojad ma swój początek w ślinie trójgłowego psa Cerbera, stróża Hadesu.

Tak o tojadzie pisze najsłynniejszy polski zielnik, XVII-wieczny Zielnik Syreniusza (str. 1383-84):

„Toiad, Wilczy albo pśi Omieg, Wilcze jagody: którego iest także kilka rodzaiów. Pierwszy którego Myśliwcy do trućia źwierza używaią. […] Innych dwu do lekarskich potrzeb używaią. […] Ziołopisowie przedniejszy twierdzą iż między wszystkimi zioły iadowitemi żadne prędzej nie szkodzi nad Omiegi y zioła piekielne: tak że samym dotknieniem członków skrytych a ile bydlęcych w samicach zabiia zaraz tego dnia. Y człowiekowi także nie przepuśći bądź trunkiem bądź potrawą zadany. Okrom od Niedźwiadka osczyknionych w ten czas iest lekarstwem a nie iadem piiąc co quintę zaważy z winem białym ciepło. Także gdzieby iaka inna trucizna była zadana. Też nie Omieg iednako wszystkim źwierzętom szkodzi, ieden Rysie i Lewarty albo Lamparty prędzey truie. Inny rychley Wilki y Psy.”

Ciekawe czy rośliny tej używano też do trucia kun – uprzykrzenia dla ludzi, którzy mają stropodachy ocieplane wełną mineralną… Używano go w każdym razie do pozbywania się niechcianych członków rodziny, spadkobierców i politycznych wrogów. Aż dziw mnie bierze, że nie pojawia się w filmach o Hercule Poirot, których bohaterowie ciągle giną od strychniny. Tojad zawiera akonitynę. Jak podaje Różański już ok. 4 mg akonityny zabija. Taka ilość może być już w ułamku grama tojadów. Więcej o właściwościach leczniczych tojadu i jego użytkowaniu w Europe pisze Henryk Różański na swoim blogu:

http://rozanski.li/?p=278

Rzeczywiście tojad był ze wszystkich leków roślinnych ziołem najbardziej przerażającym, trudny do stosowania ze względu na zmienność zawartości alkaloidów i niskim progiem dawki letalnej.

Tojad to roślina przepiękna. Wiele gatunków tojadu hoduje się często w ogrodach, także w tradycyjnych polskich wiejskich ogródkach. Najczęściej jest to tojad mocny, ale spotyka się także azjatycki tojad syczuański Aconitum carmichaelii, w sumie bardzo podobny do gatunków europejskich. Dziko rośnie w środkowych i południowych Chinach, jak sama nazwa mówi najczęściej w Syczuanie

Tojad syczuański (fuzi 附子 lub caowu 草乌) jest jedną z kluczowych roślin leczniczych w tradycyjnej medycynie chińskiej. Jest jedną z nielicznych roślin leczniczych w Chinach, których stosowanie jest ściśle regulowane przez Państwo. Tojad jest bardzo skutecznym i silnym lekarstwem, używanym w niewielkich dawkach, po uprzednim gotowaniu, w celu osłabienia toksyczności. A więc preparat tojadu w chińskiej aptece będzie już podgotowany, tak że jego toksyczność będzie znacznie ubliżona, ale nie całkowicie usunięta. Sprzedawca z chińskiej apteki ziołowej musi bardzo uważać, włożenie klientowi tojadu zamiast innego leku może grozić śmiercią!

Dlaczego tojad jest tak cenionym lekarstwem? Otóż jest to roślina, która silnie rozgrzewa ciało i wzmacnia energię nerek. W medycynie chińskiej to nerki są podstawowym organem odżywiającym inne. Osłabienie energii nerek, stopniowo występujący naturalny proces u starzejących się ludzi, to proces powolnej śmierci. Tojad pomaga ludziom wychłodzonym i osłabionym. Jego ogrzewające działanie jest tak silne, że powinno się go stosować głównie w chłodnej porze roku.

A dlaczego piszę o tojadzie w rubryce o roślinach jadalnych? Otóż na niektórych chińskich wioskach jada się jego bulwy jako… warzywo. Gotuje się go po prostu wiele, wiele godzin, aż w końcu traci trujące działanie (rozkładowi ulegają trujące alkaloidy diterpenowych do monoterpenowych, które są już tylko kilka tysięcy razy mniej trujące). I tak czasem zdarza się, że ktoś go niedogotował i umiera. Prowadząc etnobotaniczne badania w Chinach miałem okazję próbować takiego gotowanego tojadu. W smaku jest ohydny, wręcz potworny, gorzki i niemiły, choć mięciutki jak ziemniaczki. Dlaczego ludzie go tam jedzą? Po pierwsze wierzą w jego rozgrzewającą moc w zimie, po drugie po prostu jest sycący, a po trzecie dlatego, że daje dobre i pewne plony, tak trującej rośliny nie ima się ani żaden ssak ani robak. Rośnie więc sobie spokojnie na grządce aż zje go człowiek!

W badanych przeze mnie wioskach tojad uprawia się w dużej ilości, rośnie sobie na grządkach, we wrześniu pięknie kwitnie, a potem wykopuje się jak ziemniaki. Każda rodzina zbiera po kilkadziesiąt bulw tej rośliny.

Bulwy wrzuca się do wielkiego woku i zalewa wodą. Gotuje się je na ogniu przez minimum 8-9 godzin. W innej wsi mówiono mi znów, że zwyczaj wymaga żeby gotować je od wschodu do zachodu słońca. Zakładając, że używano ich w zimie, gdy dzień jest krótki – wychodzi podobny okres czasu. W czasach kiedy nie było zegarków była to wiarygodna miara czasu. Bulwy muszą sie rozpływać w ustach. Jeśli poczujemy, że zdrętwieje nam język, to oznaka że możemy umrzeć…

Ja jadłem tojad późną wiosną w roku 2011. Na specjalne zamówienie nasza gospodyni spędziła cały dzień przy kuchni gotując gar dla mnie i mojego współpracownika Sebastiana Ye, lekarza medycyny chińskiej. To właśnie Sebastian jako pierwszy skosztował tojadu kilka rad wcześniej i namówił mnie na wyprawę i badania.

Przed wyjazdem uporządkowałem swoje sprawy urzędowe, na wypadek śmierci. Na początek zjadłem jedną bulwę, potem kilka, do wieczora prawie miskę. W sumie w ciągu 2 dni zjadłem pół kilo tego ohydnego specjału. Rzeczywiście rozgrzewa. Cała twarz zrobiła mi się czerwona, jakby sobie setę walnął.

Poniżej mini-relacja filmowa:

gotowanie tojadu:

degustacja pierwszej bulwy:

A tu oryginalny artykuł o naszych badaniach tojadu (we współautorstwie z Sebastianem i innym współpracownikiem z Chin, prof. Kangiem które bardzo nam pomógł w badaniach, a teraz sam zaraził się etnobotaniką i zabiera mnie na coraz to nowy wyprawy:

http://luczaj.com/publikacje/2012%20Kang,%20Luczaj%20&%20Ye%20GRES.pdf

Poza jedzniem tojadu w Chinach, mamy informacje archiwalne o podobnych praktykach w Himalajach (Kunawar) oraz, jak twierdzi dr Ingvar Svanber fałszywą, wzmiankę od Lapończyków.

Uwaga! Ostrzegam przed zabawami z naszymi gatunkami tojadu. Nie wiadomo czy także można je przyrządzić na opisany powyżej sposób. Pomyłka może zakończyć się fatalnie.

7 komentarzy

  • Rena Abramowicz napisał(a):

    Nazwa Fu Zi jest nazwą spreparowanego wcześniej suszonego tojadu. Aby dodatkowo obniżyć jego toksyczność, używając go w medycynie chińskiej, wrzuca się go do garnka godzinę, pół godziny wcześniej zanim dorzuci się pozostałe zioła. Jest ekstremalnie gorący w swej naturze i ostry. Te cechy powodują, że ogrzewa wszystkie organy i otwiera wszelkie kanały energetyczne.
    W takiej formie podaje się min. w stanach zapaści yang – np. wstrząsie czy ataku serca.
    Leczy się też nim impotencję spowodowaną głębokim niedoborem yang nerek.
    Przedawkowanie we wczesnej fazie Chińczycy leczą intensywną herbatą z kory cynamonu, aż do spowodowania wymiotów, nawet kilkukrotnie.
    Jest to jedno z najsilniejszych ziół stosowanych w medycynie chińskiej. Stosowana raczej w kombinacjach niż samodzielnie. Kombinacje mogą pozwolić obniżyć dawkę Fu Zi, ale pogłębić efekt, na jakim nam zależy. Dawka toksyczna od leczniczej jest nieostra, gdyż wiele zależy od konstytucji człowieka.

    Pozdrawiam

  • Andrzej napisał(a):

    Te przemyślenia wiele mnie nauczyły. Ciekawe co jeszcze zamierzasz nam przekazać. Oczywiście będę odwiedzać tego bloga.

  • malpa518 napisał(a):

    Korci mnie ażeby spróbować Tojad z alkoholem do picia, kilka kropel na litr…

  • Bea napisał(a):

    Jaki ogolnie jest sens uprawianie rosliny,ktora wiadomo ze zabija,a unikniecie smierci jest efektem mistrzowskiej wiedzy na temat ubezwlasnowalniania jej toksyny? W rodatku gdy smakuje tak ohydnie? Rozumiem, ze traktowana jest jako trucizna czy lek,ale POKARM? Nie mozna tam po prostu hodowac ziemniakow? Pozdrawiam.

    • Łukasz Łuczaj napisał(a):

      Ha, no właśnie miało sens! Takiej trującej rośliny nie niszczyły szkodniki, ani dzikie zwierzęta. Był to więc bezpieczny plon. Po drugie jest to roślina lecznicza. Według medycyny chińskiej rozgrzewa organizm. Więc miała przy okazji jedzenia działanie rozgrzewające w zimie. Rzeczywiście po jej zjedzeniu policzki robią się czerwone. A do smaku można się przyzwyczaić. No i dawno temu nie było ziemniaków z chińskich górach. Ten gatunek tojadu jest rodzimy dla tych gór, lokalne pożywienie. Ziemniaki z resztą też kiedyś były tak trujące, że trzeba je było gotować z gliną.

  • Joanna napisał(a):

    Ten tojad jest w sam raz dla mnie. Całe życie mi zimno, a tu naturalna roślinka zastępująca pięć kaflowy i farelkę w jednym. Ogromnie żałuję, że w PL nie dostępna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *